Warszawa 2013 – Quati w stolicy.

Zanim zaproszę na ostatnią odsłonę zdjęć z mojego krótkiego pobytu w Warszawie, chwila luźnych wywodów.

Nocowałem w hotelu przy placu Konstytucji, który oferował dwa rodzaje pokoi: ciche i z widokiem na miasto. Mi się trafiło oglądanie miasta, ale ponieważ ze mną na szkolenie przyjechało kilka innych osób z Poznania, to zdecydowaliśmy się z Adamem iść na piwo, a właściwie po piwo. Pijąc piwo w pokoju Adama zwróciłem uwagę, że ma klimatyzator i okna zamykane na klucz. Po otwarciu okna okazało się, że w tym narożniku zgromadzone są wszystkie jednostki, które za pomocą sporych wentylatorów chłodzą budynek hotelu. Tyle z “cichości pokoju” w czasie upalnych nocy.
To by znaczyło, że mój pokój jest bardzo głośny i choć potrafię spać jak zabity, to hałas jakoś mi się nie podobał. W efekcie wyszło na to, że mój pokój był dość głośny (ale do przeżycia), natomiast widok na miasto był zasłonięty przez wielką reklamę aparatów fotograficznych z Usainem Boltem jako twarzą kampanii. Zamiast panoramy śródmieścia mogłem podziwiać prawą dłoń jamajskiego biegacza.

Przez siatkę było jednak coś widać i pewnego wieczoru postanowiłem poeksperymentować z aparatem, fotelem, Biblią (wyciągniętą z szuflady biurka w pokoju) i innymi drobiazgami. To pozwoliło skonstruować mi najbardziej niestabilny statyw świata 🙂
Dlatego oprócz seri zdjęć “widok z okna na miasto o różnych porach dniach i przy zmiennej pogodzie” prezentuje też jedno zdjęcie z widokiem na Marszałkowską.

Kiedy odwiedziła mnie Ola w weekend to pobiegliśmy zwiedzać Warszawę. Darmowe wejściówki do Centrum Nauki Kopernik ułatwiły nam zaplanowanie trasy i dobrze się bawiliśmy przez 4 godziny, choć pod koniec już nas trochę stopy i plecy zaczynały boleć (od ciągłego schylania się do eksponatów zaprojektowanych dla dzieci 🙂 ).
Zdjęć trochę z wyjścia jest, ale w większości są to “pamiątki”, mi natomiast podobają się trzy “eksponaty”. Choć możliwe, że tylko ja tak przeżywam szybko wirujący dysk, czy kawałki porcelany połączone ze starym rowerem i resztkami galeonu…
Ostatnie zdjęcie to “pełen lans w stolycy”, czyli piwko w “Przekąskach i Zakąskach”.

Ogólnie spodziewałem się czegoś gorszego. Myślałem, że życie w stolicy jest inne, choć ciągle mam wrażenie, ze poruszając się głównie po śródmieściu nie zobaczyłem zbyt wiele.
Czy pojechałbym tam jeszcze raz? Samemu “za własne” pieniądze raczej nie, ale gdyby była jakaś okazja, albo ktoś chciał się tam mną zaopiekować (i pokazać co, gdzie jest), to chętnie odwiedziłbym Warszawę.

W tym tygodniu przeprowadzamy się z Olą do wspólnego mieszkania, więc czasu będzie pewnie mało, aby wybrać i obrobić zdjęcia ze Zwierzyńca, ale postaram się 🙂

Leave a Reply